Cześć i czołem, kluski z rosołem (hue hue hue 🤭). Witam się z Tobą w nowym roku! Mam nadzieję, że jesteś wypoczęta i zregenerowana po tym długim międzyświątecznym czasie względnego lenistwa (względnego, bo wiem, że nie wszystkie miałyśmy możliwość zupełnie się wtedy lenić).
U mnie 2026 rok rozpoczął się w zupełnie innej energii. I nie wiem, czy jest to kwestia tego, że postanowiłam odciąć się od zeszłorocznego przygnębienia grubą kreską, czy faktycznie w mojej konstelacji gwiazd coś się zaczęło inaczej układać 🤪 ale w tych dniach przełomu roku zdecydowanie wstąpił we mnie duch wiary w swoje możliwości, jak i zaufanie do działań, których się podejmuję.
I do tych działań chciałabym dziś troszkę nawiązać, bo historia będzie odnosić się do warsztatów, jakie poprowadziłam przedwczoraj na południu Polski dla firmy Laboratoire Native. Warsztaty dotyczyły oczywiście analizy kolorystycznej i tego jak mamy traktować swoją urodę. Były podzielone na trzy części: krótki wykład, ćwiczenie grupowe i pojedyncze, kilkuminutowe analizy kolorystyczne dla wszystkich uczestników (tak, było kilku panów, którzy chętnie oddali się w moje ręce!) warsztatów.
Po zakończeniu prezentacji i grupowego ćwiczenia rozwinął się temat, jakże nam wszystkim doskonale znany 🤫, uniwersalności i wszystkimpasującej czerni 😁 Esz. “Potrzymaj mi… zimową herbatę” wołała moja głowa na kolejne argumenty bronienia tego koloru 😉
Dyskusja była fajna, bo dziewczyny przedstawiały swój punkt widzenia (używały w większości znanych mi argumentów), a ja miałam za zadanie uchylić drzwiczki do pudełka, w którym mainstreamowe treści je zamknęły, i wpuścić tam nieco światła. Dalej? To ich decyzja. Czy będą chciały te drzwi otworzyć szerzej, wystawić lekko głowę i zobaczyć jak jest na zewnątrz? Bo, tak naprawdę, to jest największy cel takich warsztatów. Pokazać, że schematy kolorystyczne, jakie sobie wypracowałyśmy, często są wynikiem wieloletniego powtarzania haseł w mediach, które zostały nam trochę zaprogramowane. A warto pamiętać, że nie tylko owsianka jest najlepsza na śniadanie. Masz do wyboru jeszcze jajka na różne sposoby, bajgle, sałatki czy potrawki na ciepło…
To, na co zwróciłam uwagę obecnym na warsztatach dziewczynom, chciałabym też przekazać Tobie. Ale zanim to, najpierw uprzedzę: jeśli kochasz czerń i czujesz się w niej dobrze – to super. Ten tekst nie jest po to, żeby Ci ją zabrać, tylko żeby dać Ci więcej wyboru!
- Argument: Myślisz, że czerń jest uniwersalna.
Wyjaśniam: Ona jest tak naprawdę wygodna. Bo jeśli zbudujesz swoją garderobę na granacie, bordo czy butelkowej zieleni, to ta biała koszula też będzie się dobrze prezentować w biznesowym zestawieniu.
Do przemyślenia: Więc zastanów się czy czerń wybierasz, bo do wszystkiego pasuje, czy najzwyczajniej w świecie – bo jest wygodna, bo nie trzeba się długo zastanawiać co na siebie włożyć (i tę argumentację rozumiem, choć chętnie pomogę Ci wskazać jej zamiennik). - Argument: Nie chcę zmieniać swojej szafy wraz z każdym trendem na jakiś kolor.
Wyjaśniam: No właśnie do tego służy nam chociażby analiza kolorystyczna. Dowiadujesz się jakie kolory są dla Ciebie najlepsze, więc nie ulegasz trendom i modzie, tylko jesteś wierna temu, w czym wyglądasz naprawdę dobrze. Trendujące kolory masz wtedy w nosie!
Do przemyślenia: Ponadczasowość i klasyka czerni nie jest uniwersalna dla każdej jednostki. Bo na przykład moją czernią są beże, brudny róż czy marsala. Od wielu lat radzę sobie bez czerni wyśmienicie, i też, jak widać, można bez niej poprowadzić firmowe warsztaty 😉 - Argument: Czerń jest najlepsza do wygłoszenia prezentacji w firmie.
Wyjaśniam: Jeśli nie ma sztywnego dress code’u, to wcale nie. Ja wiem, że czerń została nam przez Coco Chanel przedstawiona jako ta jedyna, elegancka opcja do stosowania, ale zauważ, że ona nam to wpoiła, bo sama miała potrzebę sprzedać swoje “małe czarne”, a do tego miała taki typ urody, który w tej czerni po prostu się dobrze prezentuje.
Znów wrócę do powyższego przykładu. Nie poprowadziłam tych warsztatów w eleganckiej czerni. I niekoniecznie tu chodzi o mój “wolny zawód”.
Do przemyślenia: Czy w śliwkowym, bakłażanowym czy sosnowym garniturze będziesz wyglądała mniej biznesowo? Mniej elegancko? Mało tego. Nie sądzisz, że w tych kolorach wyróżnisz się na tyle (jednocześnie nie będąc pstrokata), że Twoja prezentacja zostanie dzięki temu dodatkowo zapamiętana? - Argument: W czerni wtapiam się w tłum.
Wyjaśniam: Tak. Pytanie, czy chcesz być tą kolejną kroplą w oceanie? Nie każę Ci być (moim ulubionym przykładem) Wielkim Ptakiem z Ulicy Sezamkowej. Możesz płynąć z tą falą czerni na ulicach, a jednak się nieco wyróżniać. Marsala? Burzowy fiolet? Brudny róż?
Do przemyślenia: Spotykam się z klientkami, które pracują w różnych zawodach. Te, które mają sztywny dress code (np. stewardessy, lekarki, urzędniczki), mają dość bycia jedną z wielu i jak tylko mogą, szukają możliwości by się czymś w pracy wyróżnić.
Uchylam kartonikowe drzwiczki i wpuszczam smugę światła. Jak źrenice się przyzwyczają, spróbuj je uchylić mocniej. Już sama 😉
Chyba że potrzebujesz mojego wsparcia, to wiesz gdzie mnie szukać!
Widzisz? Czasem jedna taka myśl wystarczy, żeby w zespole zaczęła się ciekawa rozmowa. Jeśli uznasz, że u Was też byłaby na to przestrzeń – możesz podesłać do mnie namiary.
Ściskam Cię mocno,
Ukolorowana Renata
PS Jeśli chcesz nadrobić poprzednie newslettery, które Ciebie ominęły, znajdziesz je pod tym linkiem.
PS2 Jeśli potrzebujesz mojego wsparcia w jakimś zakresie dotyczącym spójnego budowania swojej szafy, zapraszam na moją stronę z pełną ofertą!