Ciekawa jestem czy umiesz wyłapać (a później odróżnić) myśl o tym, jak chcesz naprawdę wyglądać w danych sytuacjach, od tego, co Ci zawsze powtarzano (lub sugerowano)?
Skup się teraz (i przy każdej aktywności) zatrzymaj się i spróbuj sobie wyobrazić stylizację, jaką realnie byś na ten moment założyła na:
- koncert swojego ulubionego zespołu/artysty,
- podróż samolotem,
- spotkanie z koleżanką na kolację na mieście,
- city break w mieście, gdzie będzie dużo chodzenia,
- piknik w parku.
Czy wszędzie głównym hasłem było “wygodnie”?
I, w zależności od sytuacji, Twoje wyobrażenia sięgały po:
- jeansy/legginsy/dres?
- (byle nie poplamiony) t-shirt, bo najwygodniejszy?
- bluzę/koszulę w kratę w formie narzutki?
A teraz na koniec:
Jak się będziesz czuła (także mentalnie) w tych stylizacjach?
Nie broń proszę idei “w podróży ma mi być wygodnie, a nie stylowo”. Ja to rozumiem, ale teraz tylko ćwiczymy 😉
O co mi chodzi?
Ostatnio byłam na koncercie Sanah (matko, jak ja podziwiam oryginalność tej dziewczyny). Pogoda była już jesienna (choć wciąż stosunkowo ciepła) i nie bardzo wiedziałam jak się ubrać. Pierwsza myśl? Jeansy, t-shirt i bluza 🤡 Na szczęście szybko złapałam tę myśl i rozłożyłam ją na części pierwsze.
Dlaczego tak mam się ubrać?
- BO MA MI BYĆ WYGODNIE!
- Po co mam się stroić, skoro i tak będzie zaraz ciemno?
- Idę na koncert, wysłucham, wracam do domu. Znów: po co mam się stroić?
Ale za chwilę przyszła myśl:
“Idziesz na koncert! Będziesz się świetnie bawić przy radosnej i niezwykle pozytywnej muzyce. Nie chciałabyś tej pozytywnej energii podkreślić też swoim wyglądem? Przecież on dodatkowo będzie Cię wspierać i unosić w tej radosnej chwili!”
Ubrałam się i wygodnie, i po swojemu 😁 Koncert był wyśmienity!!!
Pojutrze jadę w daleką podróż. Owszem. Lot będzie długi, ale też nie chcę go traktować po macoszemu. I nawet jeśli wybiorę legginsy, to zestawię je w całość tak, żebym po wylądowaniu nie czuła się jak 💩 wśród lokalnych ludzi.
Piszę Ci tego maila, bo chcę się podzielić z Tobą swoim przemyśleniem. Całe życie tłumaczono mi (najpierw mama, później znajomi), że takie okazje jak koncert, spotkania z najbliższymi czy podróże to nie okazje i mam zakładać cokolwiek – byle wygodnie.
Jest spora szansa, że było to spowodowane ówczesną dostępnością ubrań w sklepach i możliwościami finansowymi (albo znaczącym uśmieszkiem “pod wąsem”, sugerującym, że strojenie się jest takie puste! 🥴).
I choć wcale nie chodzi mi o podkręcanie konsumpcjonizmu (bo mam nadzieję, że znamy się już na tyle, że wiesz, że ja raczej zachęcam w tę drugą stronę 😛), to jednak mamy dziś więcej możliwości i ciekawa stylizacja (wg indywidualnego słownika każdej z nas) niekoniecznie musi się równać z niewygodą.
Więc jeśli na pierwsze pytania odpowiedziałaś tak jak przypuszczałam, to zastanów się czy to jest faktycznie Twoja odpowiedź (i oczywiście nie ma w tym nic złego, bo być może tak realnie czujesz), czy jednak głosy innych, które słyszałaś całe życie?
Pozostawiam do refleksji…
Ściskam ciepło,
Ukolorowana Renata
PS Jeśli chcesz nadrobić poprzednie newslettery, które Ciebie ominęły, znajdziesz je pod tym linkiem.
PS2 Jeśli potrzebujesz mojego wsparcia w jakimś zakresie dotyczącym spójnego budowania swojej szafy, zapraszam na moją stronę z pełną ofertą!