Pamiętasz jak wspominałam o mojej wizycie na wystawie „Niech nas widzą” w Zamku Królewskim? Dziś przychodzę z kolejną refleksją, jaką wzbudził we mnie poniższy obraz Magdaleny Moskwy (a raczej jego interpretacja, bo obrazy niestety oglądam na zasadzie „ładny-brzydki”, niż żeby wywoływały one we mnie same z siebie jakąś refleksję 😛):

Opis tego obrazu zachęca nas do zastanowienia się nad tym:
- jak często zakrywamy coś, co w nas niewygodne (słabości? potrzeby? wstyd?).
- Zamiast zagłębiać się w problem, upiększamy. Kolorujemy. Przyklejamy wizualny plaster (ubraniem? Wizerunkiem, jaki tworzymy?).
- Twarz? Najłatwiej nam ogarnąć. Zakładamy maskę i uśmiechamy się pomimo wewnętrznego bólu.
Jednak ciało (wiek, wysiłek, fizyczne rany) zdradzają wszystko.
Możesz więc założyć złote buciki i zachwycać innych ich blaskiem, ale pomarszczona rajstopka jednak w nich uwiera.
Przyznam, że zatrzymałam się przy tym obrazie i jego opisie na chwilę. Tak. Zachęcił mnie do refleksji. Zarówno w kontekście swojej osoby, jak i wszystkich historii dziewczyn, z którymi się spotykam na co dzień w swojej pracy.
- Jakie maski na co dzień ubieramy?
- Czego nie chcemy pokazać/uwydatnić?
- Czego się boimy?
Półżartem, choć serio (tak dla rozładowania emocji, bo niechcący wprowadzam dziś chyba trochę niewygody tym mailem), często – szczególnie zimą – gdy zdejmuję buty po powrocie do domu, mam do połowy zrolowaną skarpetkę. Za każdym razem pod nosem żartuję, że każda elegancka dama ma zawsze zrolowaną skarpetkę w bucie.
Takie oto nasze tajemnice z dworu 😅
Ale wracając do obrazu:
- co próbujesz ukryć nadmierną ilością czerni w swojej szafie (jak już skończysz recytować wiersz o czerni, że elegancka i dowszystkiegopasująca 😉)?
- A może to te żywe kolory zasłaniają coś, z czego nie chciałabyś być zdemaskowana?
- Dlaczego nie pozwolisz sobie wyjść z domu bez makijażu?
I żeby nie było, że ja jestem taka poukładana, wszystkowiedząca i najmądrzejsza. No nie. W ostatnim czasie, przy okazji moich różnych zawirowań i smutków życiowych, rozmawiałam z bliskimi mi osobami, które znają mnie od lat i okazuje się, że… Te osoby znają zupełnie inną Renatę niż ta, która siedzi w mojej głowie i brzuszku (gdzie ją czuję 😉). Istnieje jakaś Renata, która jest na zewnątrz i totalnie istnieje Renata, która jest we mnie w środku 😁
To mnie szalenie zaintrygowało, bo przy absolutnie każdej jednej rozmowie w głowie miałam myśl “cholera, człowieku, znasz mnie prawie całe życie, serio tak mnie odbierasz? Serio taki komunikat wysyłam w świat?”. Po czym przyszła do mnie refleksja, i jak spojrzałam na siebie z lotu (kolorowego) ptaka, to uznałam, że faktycznie wszyscy mogą mieć prawo mnie tak odbierać.
Ten obraz tylko pogłębił tą myśl i pozwolił zauważyć, które z tych „zewnętrznych” cech są jednak pewnego rodzaju moją rolą, którą odgrywam (ale w której czuję się dobrze i komfortowo, i mam z tego jakąś radość, że dzięki tej roli jestem w stanie więcej przeżywać i odważniej stawiać kroki), ale też zwrócił uwagę na to, w których momentach się kamufluję, bo nie chcę odkrywać swojego zaróżowionego miękkiego podbrzusza.
Zapraszam Cię tym newsletterem do (jednak przyjaznej sobie) autorefleksji 🙂
A jeśli czujesz, że chciałabyś trochę wyjść ze skorupy klasycznych kolorów basic i pozwolić sobie na wyróżnienie się w tłumie (jednocześnie nie rzucając się w oczy), to daję tylko znać, że jutro ostatni dzień promocji mojego e-booka “Co zamiast kolorów basic?”. Ostatni moment, by kupić go w cenie 69 zł!
Ściskam ciepło,
Ukolorowana Renata
PS Jeśli chcesz nadrobić poprzednie newslettery, które Ciebie ominęły, znajdziesz je pod tym linkiem.
PS2 Jeśli potrzebujesz mojego wsparcia w jakimś zakresie dotyczącym spójnego budowania swojej szafy, zapraszam na moją stronę z pełną ofertą!