Klaruje się w mojej głowie realna misja mojej działalności. Jakby ktoś odsłonił kotarę i przez uchylone okno wpuścił do pokoju – wraz z tlenem – dużą ilość światła.
Pamiętasz mojego ostatniego maila z końca roku? Pisałam w nim o tym, jak przez jedną wiadomość moja pewność siebie została pogrzebana, a ja zaczęłam się porównywać, mam poczucie, z całym światem. Porównania były na wielu poziomach, zarówno tych ogólnych, życiowych, poważniejszych, jak i wśród głupotek typu “Renata, tworzysz nieciekawe treści do Internetu”. Strasznie się motałam. Słuchałam miliona ekspertów, którzy ciągle krzyczeli (…zauważyłaś, że w tych wszystkich rolkach na Instagramie czy w innych TikTokach wszyscy krzyczą? Jezu, ludzie, dajcie mi spokój i przestańcie krzyczeć 😅), że wszystko robię źle.
Pamiętasz, że jestem maratończykiem puenty? 😛 Daj mi jeszcze chwilę, bo w każdej historii, jaką opowiadam, lubię nadać kontekst po co w ogóle ten temat poruszam 🙏 Obiecuję jednak, że to prowadzi do jednej myśli, która może Ci się przydać dużo bardziej niż kolejna “dobra rada”!
Na swoich social mediach obserwuję dosłownie kilka osób z mojej branży. Nie interesuje mnie ich kontent (bo sama się przecież zajmuję tym samym), nie chcę się inspirować (żeby nie być posądzoną o duplikowanie treści/pomysłów/komunikacji), nie chcę się porównywać.
Nie chodzi tu o kontekst konkurencji – bo ja od zawsze uważam, że konkurencja (jeśli tylko jest zdrowa) wszystkim pomaga – ale o taki fakt “no bo po co?”.
W zeszłym roku migało mi trochę treści, przez które miałam poczucie, że nie umiem stworzyć ciekawego kontentu, nie umiem przedstawić odpowiednio treści/komunikatów, jakie chcę przekazać. I w tym wszystkim, zamiast robić swoje, stałe szukałam, kombinowałam i robiłam wszystko pod prąd mojej natury.
Być może Ty też znasz to uczucie – kiedy zamiast iść swoim tempem, próbujesz się dopasować do cudzych schematów.
Ok, powoli wkraczam do sedna!
Warsztaty firmowe, które przeprowadziłam dwa tygodnie temu, i o których trochę opowiedziałam w poprzednim newsletterze, zaczęłam od “nie będę Wam dziś opowiadać dlaczego analiza jest dobra i co ona robi z naszą urodą – większość z Was pewnie doskonale już to wie, bo w sieci można znaleźć mnóstwo filmików porównujących przed i po. Dziś chcę Wam udowodnić po co!”.
I to “po co” było tym światłem i tlenem, które wpuściłam do swojego pokoju (tj. działalności). Niby zawsze zadaję to pytanie moim klientkom na spotkaniach stacjonarnych, ale pierwszy raz wybrzmiało ono w mojej głowie w kontekście mojej działalności.
Nie chcę jedynie pomagać Wam wyglądać lepiej. Chcę uczyć Was widzieć swoją wartość i ją ucieleśniać. Nie dlatego, że wygląd nie ma znaczenia – ale dlatego, że jest on często pierwszym krokiem do czegoś znacznie głębszego.
Chciałoby się teraz przewrócić oczami i zastosować facepalm ze słowami: “Renata, Ty tylko dobierasz kolory do urody, nie świruj”. E-eeeee. Nie.
- Bo kiedy widzisz jak wyglądasz po zmianie kolorów na odpowiednie, zaczynasz czuć się lepiej i lubić swoje odbicie w lustrze.
- Kiedy zaczynasz lubić siebie i swoje odbicie w lustrze, zaczynasz być bardziej pewna siebie (no nie zaprzeczysz przecież?).
- Kiedy czujesz się bardziej pewna siebie, zaczynasz chętniej wyrażać swoją osobowość: nie boisz się odezwać w kolejce, kiedy ktoś Cię nie zauważy, nie boisz się już zadać “głupiego” pytania pani w urzędzie, o wiele mniejszy stres odczuwasz podczas ważnego zebrania w biurze.
Oczywiście, wiem, że zmiana koloru magicznie nie wywróci Twojego podejścia do własnej wartości, jeśli jest ona podkopana wieloma czynnikami (co widać po moim zeszłorocznym przykładzie), ale faktycznie może być jakiegoś rodzaju zefirkiem dmuchniętym w Twoje żagle, który przygotuje Cię do dalszej pracy nad swoją pewnością siebie i wzniesienia poczucia własnej wartości na wyższe poziomy. Czasem to właśnie taki “zefirek” jest tym, czego w danym momencie najbardziej potrzebujemy.
Zaczęło mi się w głowie nagle klarować jak bardzo powinnam być konsekwentna i “przy sobie” w odmienności mojej działalności, bo ja nie czuję się komfortowo w schematach i sztywnych ramach. Ja wszystko robię po swojemu (piszę to nie po to, żeby krytykować inne podejście, tylko żebyś mogła sprawdzić, czy to, co czytasz, jest też Twoje!):
- analiza kolorystyczna wg 12 typów? No nie. Bo doskonale wiem, że istnieją takie “dziwolągi” urodowe jak Zgaszona Zima, Zgaszona Wiosna czy Czysta Jesień.
- Typy sylwetek wg szczypiorków i marchewek? No nie, bo doskonale wiem, że poza kształtami ważny jest jeszcze styl i osobowość.
- Budowanie swojego stylu wg checklist przypisanych do “tego konkretnego”? No nie, bo warto zrozumieć najpierw swoje pragnienia, tryb życia, osobowość, i pod to doszlifowywać sukcesywnie komunikat jaki chcemy wysyłać w świat.
- Chodzenie na zakupy z klientkami? Nie, bo sama po sobie wiem ile czasu zajmuje znalezienie “tych” idealnych spodni, w których będziesz z radością non stop chodziła, niż kupowanie tych “w sumie spoko”, ale jednak nie będących potem zbyt często w użytku, bo jednak za bardzo ściskają w pasie. A idąc na zakupy z klientką przecież musiałabym odhaczyć listę, na którą jesteśmy umówione!
Moja misja? Nie daję natychmiastowych efektów 😛 Nie daję “pięciu sposobów na…”. To też jest w porządku. Każda z nas jest w innym miejscu.
Daję narzędzia do pracy nad sobą, swoim stylem i… wartością. Dlaczego czuję nieprzyjemne tarcie, kiedy próbuję dostosować swoją ofertę pod trendy? Bo nie wychodzą one z mojego serca i doświadczenia. Wiem, że w mojej działalności kryje się drugie dno.
To, co to wpadające światło i wpuszczony tlen mi powiedziały, to że muszę mieć świadomość, że nie każda klientka chce szukać i się uczyć, tylko potrzebuje konkretnie “pięciu sposobów na…”
I wiesz co jest fajne w konkurencji? To, że zamiast do mnie, pójdzie do kogoś innego. A ta, która potrzebuje wskazówek nad czym warto popracować, przyjdzie do mnie 😉
Czego możesz się nauczyć z treści tego maila? Rób rzeczy po swojemu, bo tylko wtedy to wyjdzie:
- jedni dochodzą do celu poprzez strategiczne patrzenie w przyszłość, a inni poprzez konsekwencję,
- jedni planują z wyprzedzeniem, inni potrzebują chaosu i spontaniczności,
- jednych zachwycają kolory, innych monochrom,
- jedni wyciszają swój umysł w medytacji, a inni w skokach spadochronowych.
Pamiętajmy, że jeśli inni… to nie zawsze musi oznaczać, że i my 😉 Jeśli wszystko co robisz jest zgodne z Twoją naturą, zawsze się obroni.
W którym miejscu swojego życia czujesz dziś, że najbardziej próbujesz “dopasować się” zamiast być “przy sobie”?
Ściskam ciepło,
Ukolorowana Renata
PS Jeśli chcesz nadrobić poprzednie newslettery, które Ciebie ominęły, znajdziesz je pod tym linkiem.
PS2 Jeśli potrzebujesz mojego wsparcia w jakimś zakresie dotyczącym spójnego budowania swojej szafy, zapraszam na moją stronę z pełną ofertą!