Lubię zajmować się tematem naszych szaf czy naszego wyglądu od strony naszego “mentalu”. Raczej nie uczę Was konkretnych przykładów “jeśli zakładasz spodnie z szerokimi nogawkami, to zakładaj do nich tylko przylegającą do ciała górę”, bo, po pierwsze, niekoniecznie jest to prawda, a po drugie, nie chcę zamykać Was na całe życie w sztywnych ramach.
(Wspominam o całym życiu, bo wiele kobiet po 20 latach orientuje się, że wcale tak grubo jednak nie wyglądają w jakimś fasonie ubrania, które było im zakazane wiele lat temu. Czasy się zmieniają i nasze podejście do odbioru, sylwetek i naszych proporcji też!).
Dla mnie ważniejsze jest czucie:
- W czym się czujesz komfortowo?
- Jakie ubranie sprawia, że podkreślasz swoją osobowość? To kim i jaka jesteś?
- Czy Twoje ubrania są dostosowane do życia, jakie prowadzisz?
Wiem, że jeśli jesteśmy ubrane, a nie przebrane, jeśli czujemy się w tych ubraniach sobą i jednocześnie lubimy swoje odbicie w lustrze, to żadne “pogrubiające” czy “skracające” fasony nam nie straszne. Finał? Wszystkie ubrania jakie mamy w szafie rotują i są w ciągłym użytku.
Jest jednak pewien problem. Większość z nas niestety nie korzysta z większości ubrań w szafie, bo:
- część ubrań jest na “specjalne okazje”,
- część jest za mała i czeka aż schudniemy,
- część jest zniszczona, więc to są ubrania “po domu”,
- część ubrań ma się nijak do naszego życia/osobowości i stylu, ale z pewnością “przyda się”,
- część jest sentymentalna, więc szkoda się ich pozbyć.
O tej ostatniej grupie chciałabym dziś porozmawiać.
Nasze ubrania to historia:
- sukienka z wesela, które miło wspominam,
- t-shirt przywieziony z podróży,
- spodnie, w których przeszłam swój najdłuższy szlak w górach, na końcu którego mój mąż mi się oświadczył,
- bluza, która przejechała ze mną pół świata.
Nie umiemy się z tymi wspomnieniami pożegnać. (Poniekąd to rozumiem, bo też mam kilka nienoszonych “sentymentów” w swojej szafie). A reszta ubrań? Reszta ubrań leży i czeka. Na co? Na specjalną okazję. Która nigdy nie nadchodzi. I choć o tych specjalnych okazjach co jakiś czas wspominam i staram się przypominać, by ta specjalna okazja była po prostu każdego dnia, to wiem, że wciąż mamy problem ze zrobieniem sensownego porządku w naszych szafach. Mamy problem, by pozbywać się starych rzeczy i – o zgrozo – nosić nowe.
A jakby zmienić myślenie?
Jakby zacząć tworzyć historię z nowymi ubraniami? Może ta nowa sukienka tak Ci “podejdzie”, że będziesz się w niej czuła jak przysłowiowy milion dolców, podniesie Twoją pewność siebie i zawsze będziesz w niej osiągała małe sukcesy dnia. W pracy dostaniesz projekt, o którym marzyłaś. W urzędzie szybko załatwisz ważną dla Ciebie sprawę. W sklepie pani ekspedientka szalenie miło Cię obsłuży.
Skąd ta magia? No z pewności siebie, która magicznie się pojawia, ilekroć zakładasz na siebie tę sukienkę. Ludzie inaczej Cię odbierają, kiedy masz w sobie tę pewność siebie, niż kiedy chowasz się w swoich ramionach i energetycznie przepraszasz za swoje istnienie.
Zacznij korzystać ze swoich ubrań na co dzień i twórz z nimi historię.
Zaproś je do swojego życia. Dosłownie! Zaproś je do przygód. Zwiedzania świata. Spędzania wspólnego czasu z przyjaciółmi. Przeżywania życia.
Kiedy takie ubranie przeżyje z Tobą część Twojego życia, łatwiej się z nim pożegnać, bo masz poczucie “Kurczę, to był naprawdę fajny czas. Czuję, że przeżyliśmy wiele wspólnych, naprawdę fajnych historii, ale teraz już czas na inny etap”.
Wiem, że być może gadam jak nawiedzona. Ale zauważyłam, że odkąd ja w ten sposób podchodzę do mojej szafy, to o wiele lżej mi się rotuje te ubrania. O wiele lżej mi się je sprzedaje lub nawet wywala, jeśli już się do niczego nie nadają.
Ostatnio zauważyłam, że jedna z moich najulubieńszych bluz zaczyna się niszczyć. Dzieje się to, przed czym wszystkie zawsze się bronicie (kiedy mówię, byście chodziły w swoich ubraniach, a nie trzymały je w szafie). Ściągacze już się wyraźnie rozciągnęły. Pojawiło się kilka trwałych plamek. Kaptur przy szyi też już taki trochę “nieświeży”. Widzę to wszystko i zaczynam czuć, że powoli nadchodzi czas rozstania. Bolesnego, że jednak nadchodzi kres.
Jednak! ☝️
Na maksa się cieszę, że – pomimo tych uszkodzeń – ta bluza nie leżała w szafie. Przejechała ze mną sporo kilometrów po świecie. Tuliła zawsze w czasie przedokresowo-okresowym. Była często chwalona przez wiele osób napotkanych na drodze (tak, często obce osoby mnie zaczepiały na ulicy, komentując jej oryginalny nadruk). Grzała w dni kiedy marzło ciało. Kiedy myślę o tej historii, którą razem przeżyłyśmy (jeszcze raz powtórzę!), cieszę się że nadchodzi kres naszej wspólnej przygody, po czasie kiedy intensywnie razem szłyśmy przez moje życie. Zdecydowanie wolę ten scenariusz, niż żeby w tym czasie leżała w szafie na półce zapomniana i czekająca na swój (nigdy nienadchodzący) czas. A wiemy, jak takie ubrania najczęściej kończą: i tak się ich pozbywamy, bo już nie rezonują z nami na tym etapie życia, bo wyszły z mody, bo już rozmiar nie ten. Pozbywamy się ich, zanim jeszcze zdążyłyśmy napisać wspólną historię.
Jaka refleksja nachodzi Cię po przeczytaniu tego maila?
Ściskam ciepło,
Ukolorowana Renata
PS Jeśli chcesz nadrobić poprzednie newslettery, które Ciebie ominęły, znajdziesz je pod tym linkiem.
PS2 Jeśli potrzebujesz mojego wsparcia w jakimś zakresie dotyczącym spójnego budowania swojej szafy, zapraszam na moją stronę z pełną ofertą!