Jak wiesz (lub nie), w zeszłym tygodniu byłam kilka dni w Hiszpanii, a dokładnie w Walencji. Ku zaskoczeniu wielu bliskich mi osób, tak, była to dopiero moja druga przygoda z Hiszpanią! Jakoś tak się poukładało w moim życiu, że te najbardziej znane nam kierunki podróży są mi najbardziej obce 🙂
No więc, jak to ja mawiam, obwąchuję się trochę z tym kierunkiem i macam. Sprawdzam czy jest mój, czy nie. Oczywiście dużą część mojej uwagi skupiałam na Hiszpankach i ich stylu. Czy się jakoś wyróżnia? Czy umiem je odróżnić od turystów? Jaką mają estetykę?
Moja przygoda z modą wcale nie opiera się na wyszukiwaniu trendów. Na tym “co zrobić, by wyglądać bogato”. Na tym, by mieć checklistę, na której odhaczam, czy mam w szafie wszystkie elementy pasujące do stylu XYZ.
Moja przygoda z modą skupia się głównie na czuciu. Komunikacie. Osobowości. Zachwyca mnie zarówno odjazdowy styl pełen piór, kapeluszy i szalonych form dodatków, jak i skrajny minimalizm. Zachwycam się… Kiedy idzie to w parze z osobowością i spójnością w wysyłaniu komunikatu. Zachwycam się, kiedy idzie za tym konkretny kierunek estetyki. Bo estetyka, w mojej opinii, to nie tylko wyprasowana koszula i uczesany włos, ale ogólna spójność całości.
Walencjanki (tak się powinno odmienić? 🤔🤭) mnie swoją estetyką zachwyciły. Choć totalnie nie prezentują one stylu jaki ja osobiście sobie wypracowuję, to nie mogę im odmówić spójności, konsekwencji i stylu osobistego, jako ogółu wyróżniającego się w Walencji (podkreślam namiętnie to miasto, bo wiem, że często widać ewidentne różnice pomiędzy miastami jednego państwa, więc nie chcę generalizować tego stylu jako ogólnego stylul Hiszpanek, bo za mało jeszcze widziałam).
To, co się tam szalenie wyróżnia, to prostota i minimalizm:
- bardzo wyraźnie zauważalny jest tu styl męski (jeśli brałaś udział w masterklasie, to wiesz mniej więcej czym się on charakteryzuje). Noszą zarówno jeansy, jak i spodnie materiałowe, ale najczęściej są to spodnie proste. Nie zauważyłam, by jakkolwiek zaznaczały one swoje kształty (ale umówmy się, widziałam je w większości w zimowych kurtkach, więc też mogę tu trochę nadinterpretowywać). Jeśli zdarzyło się, że któraś z nich miała obcisłe spodnie, to były to najdalej dzwony. Przysięgam. Nie widziałam żadnej Hiszpanki w rurkach (a jak już znalazłam, to serio, nie będąc złośliwą, Hiszpanka okazywała się Polką 🤭).
- Buty, często jakieś sportowe, ale najczęściej to jakieś mokasyny (halo masteklasowiczki, pamiętacie do jakiego stylu one pasują najlepiej? 😉) albo sztyblety (koniecznie) na 2-3 cm klocku. Praktycznie każda z nich nosi subtelny obcas w bucie, co sprawia, że wyżej wymienione spodnie jeszcze lepiej leżą, a Hiszpanki jeszcze lepiej się prezentują (a jednocześnie jest im wciąż wygodnie).
- Góry noszą różne, ale raczej nie są to sportowe bluzy, a różnego rodzaju sweterki, kardigany, t-shirty czy koszule.
- Kurtki/marynarki krótkie, proste lub pudełkowe (po raz kolejny chcę zauważyć, że nie pokazują one swoich kształtów i konsekwentnie skręcają w stronę stylu męskiego). Oczywiście były też takie, które miały dłuższe kurtki, które były subtelnie taliowane, ale nie widziałam na ulicach oversize’u czy “przypadkowości” w okryciu wierzchnim.
- Szalików nie zawijają sobie wokół szyi niczym kabel od słuchawek po godzinie w torebce – noszą estetycznie owinięty “na raz” wełniany szalik, który nie zaburza harmonii całości.
- Bardzo mocno wysilałam swój wzrok na dodatkach, których… nie widziałam 🤪 Walencjanki są szalenie oszczędne w dodatki… ALE!!! O matko! Coś, co się mega wyróżniało i absolutnie mnie zachwycało: noszą MEGA WYRAZISTE OPRAWKI OKULARÓW (korekcyjnych). Rany!!!! Miażdżyło mnie to za każdym razem (z zachwytu oczywiście). Tam nie ma myślenia “oj, będę rzucała się w oczy” czy “oj, nie będą mi do wszystkiego pasować”. Nie! Tam jest ewidentny komunikat “jestem cool i dobrze mi z tym!”. I zauważ teraz, że te oprawki właśnie robią całą robotę. Składając cały ten prosty, minimalistyczny, spójny estetycznie styl w jedno, wyróżnia się on charakternymi oprawkami. KOCHAM!!!
- Fryzury i makijaż? Totalny minimalizm. Żadnych loków zrobionych Dysonem. Żadnych doczepianych rzęs. Po prostu wyszczotkowane włosy i (często) pomalowane na czerwono usta.
- No i coś, przez co moje ukolorowane serce krwawiło…. brak kolorów! Szarości, czernie, biele, granaty.


Co chciałabym Ci powiedzieć na koniec?
- Żebyś nigdy nie patrzyła na styl innych kobiet, myśląc o sobie źle (“ja tak nie umiem i nigdy nie będę umiała”).
- Żebyś nigdy nie patrzyła na styl innych kobiet w krytyczny sposób (“esz, no patrzcie ją jak się wystroiła”).
- Żebyś nigdy nie patrzyła na styl innych kobiet tylko przez pryzmat swoich przekonań (“no ja bym tak się nie ubrała”).
Podglądaj. Obserwuj. Rozkładaj na części pierwsze. Bierz dla siebie to, co czujesz, że sprawdzi się w Twojej garderobie, a jeśli czujesz, że nic nie jesteś w stanie wziąć, to też jest to dla Ciebie jakaś nauka/wniosek/obserwacja.
Tak jak dla mnie styl walencjanek. Totalnie nic z niego nie jestem w stanie przenieść na swój styl. Jednak też mnie ta obserwacja czegoś nauczyła. Utwierdzam się w tym co jest “moje” i jeszcze bardziej ufam swoim wyborom (jednocześnie totalnie doceniając ich styl, konsekwencję i ich osobistą estetykę).
Gorąco Ci polecam przyglądanie się innym kobietom właśnie w ten sposób. Niekoniecznie w podróży, ale choćby i na zakupach w Lidlu. Mało tego: zastanów się jak Ciebie odbierają inne kobiety w tym sklepie. Czym, myślisz, je inspirujesz?
Pozostawiam do przemyślenia…
Ściskam ciepło,
Ukolorowana Renata
PS Jeśli chcesz nadrobić poprzednie newslettery, które Ciebie ominęły, znajdziesz je pod tym linkiem.
PS2 Jeśli potrzebujesz mojego wsparcia w jakimś zakresie dotyczącym spójnego budowania swojej szafy, zapraszam na moją stronę z pełną ofertą!