Tydzień temu byłam na wystawie w Zamku Królewskim zatytułowanej „Niech nas widzą”. Przyznam szczerze, byłam nią trochę zawiedziona, bo spodziewałam się trochę innego kierunku i spójności w aspektach dotyczących tytułowego „widzą”, no ale ok. Jakbym nie poszła, to też pewnie bym żałowała 🤭
Jednak nie ma tego złego: kilka refleksji nasunęło mi się podczas oglądania eksponatów/obrazów i słuchania o problematyce, na którą zwracał uwagę audioprzewodnik 🙂
Pierwsza refleksja, którą chciałabym poruszyć w tym newsletterze, dotyczy obrazu autorstwa Louis-Michela van Loo z ok. 1767 roku „Portret Denisa Diderota”:

Widzimy na nim portret Denisa Diderota ukazanego w prywatnej, domowej przestrzeni, w szlafroku, a nie w stroju reprezentacyjnym. Obraz ten podkreśla jego rolę jako filozofa i człowieka myśli, dla którego najważniejsza jest praca intelektualna, a nie społeczny status. Zwróć uwagę na jego strój i swobodną pozę. Sygnalizują autentyczność, skupienie i dystans wobec konwencji epoki.
Nie, nie będziemy się od dziś zajmować interpretacją sztuki, bo się na tym nie znam 😅 (Do napisania powyższego opisu też musiałam się posiłkować „Googlami” i innymi treściami, żeby nie popełnić jakiegoś babola w interpretacji 🤭)
Ale właśnie interpretacja tego obrazu jest bliska temu, z czym zderzamy się wzajemnie w rozmowach na temat naszej codzienności i tego jak w niej wyglądamy.
Zobacz: Diderot na tym portrecie jest w swoim znoszonym, wygodnym i miękkim szlafroku. To zupełnie codzienna sytuacja, a nie sytuacja oficjalna, w której przedstawiony byłby w swoich najlepszych ubraniach. Zwróć uwagę na dwie rzeczy (teraz wchodzimy w moją interpretację/pytania na podstawie interpretacji obrazu z audioprzewodnika):
- Komunikat! (Informacja, jaką wysyłamy na zewnątrz)
– Jaki wysyłasz komunikat, dając się namalować/sfotografować w szlafroku, a jaki w bardziej oficjalnych ubraniach?
– Niezależnie od sytuacji, jak różni się Twoje samopoczucie w szlafroku od tego w bardziej oficjalnych ubraniach? - Samopoczucie! (Informacja do wnętrza)
– Jak się czujesz w starym znoszonym szlafroku, a jak w nowym? (Oczywiście może to dotyczyć każdej innej części Twojej garderoby, najważniejsze by było to na poziomie stare kontra nowe).
Pierwsze zagadnienie dotyczy często po prostu rangi miejsca i sytuacji, na którą się szykujemy, więc bardziej chciałabym się pochylić nad drugim pytaniem. Ciekawa jestem co zaczęło Ci krążyć po głowie?
Dlaczego tak bronimy tych starych i znoszonych rzeczy?
Bo one przechodzą bardzo konkretną ścieżkę w naszej szafie. Najpierw nam służą w życiu codziennym „poza domem”. Później tylko w domu. Następnie do spania, a na końcu do sprzątania, aż finalnie służą nam jako ścierka do podłogi. I oczywiście: pochwalam takie podejście, kiedy to zużywamy rzeczy do samego końca, choć prywatnie zachęcałabym Ciebie do ukrócenia nieco tej ścieżki do etapu „szmatki do sprzątania” 😅
Nie chcemy nosić nowych rzeczy „po domu”, bo te znoszone dają nam swobodę i miękkość. Porozciągały się już w odpowiednich miejscach i nasze ciało czuje się w nich po prostu niezwykle komfortowo (nie mówiąc o tym, że nie musimy się martwić o ich zabrudzenie czy poplamienie, bo i tak już są często z jakimiś trwałymi plamami). Stary, znoszony „szlafrok” daje nam prostotę i spokój. I to nie jest nic złego, że wybieramy miękkość i bezpieczeństwo – pytanie tylko, czy robimy to świadomie?
Nowy? Czy aby nowy nie zamienia nas w kukłę? Czy nie przestajemy czuć się w nim tak swobodnie? Przecież powinniśmy. Jesteśmy u siebie w domu. Nie ma bezpieczniejszego i bardziej komfortowego miejsca na ziemi by się tak czuć. Jednak nowy szlafrok wymusza na nas pewne zachowania czy dosłowną ostrożność.
No ale właśnie. Jeszcze inna perspektywa: czy przypadkiem też ten nowy szlafrok nie sprawi, że jednak czujesz się bardziej schludnie, kiedy zostajesz w domu na home office? Czy przypadkiem ten szlafrok nie sprawia, że jednak trochę lepiej się oceniasz, patrząc na swoje odbicie w lustrze, niż kiedy widzisz w tym odbiciu rasowego kloszarda? 😄
Chcę zatoczyć koło do komunikacji. To, co nosisz, wysyła komunikat nie tylko do innych, ale także i do Twojego własnego „ja”.
Teraz ostatnie słowo. Nie zostawiam Cię z konkretnym komunikatem „jak masz myśleć” czy „co masz robić”. Zostawiam Cię z pytaniem „dlaczego tak bronisz niektórych ubrań”, albo „dlaczego tak bardzo lubisz tę sukienkę, którą zakładasz na wyjątkowe okazje”?
Chcę Cię zaprosić do bardziej świadomego patrzenia na swoją szafę. Jeśli decydujesz się na pozostawienie wyciągniętego i poplamionego dresu w szafie, to żebyś świadomie wiedziała dlaczego (i przypomnij sobie, że on też kiedyś był nowy, więc czemu by z kolejnego nowego nie zrobić tego ulubionego znoszonego, hmmm?). Inna kwestia? Skoro pozostawiasz na wyjątkowe okazje jakąś rzecz, to super, bo właśnie dzięki temu te wyjątkowe okazje… są wyjątkowe 😉 Bo przybierasz dzięki temu pewną rolę. Ale pytanie: jak często te wyjątkowe okazje Ci się zdarzają?
Ten mail nie jest po to, żeby coś zmieniać. Jest po to, żeby zobaczyć. Jaką masz pierwszą myśl po jego przeczytaniu?
Psst… Jeszcze tylko na koniec chciałam dać znać, że e-book „Co zamiast kolorów basic?” miał wczoraj swoja premierę. Jeśli jesteś zapisana na listę osób nim zainteresowanych, dostałaś już maila z kodem rabatowym. Jeśli nie byłaś na tej liście, a jesteś nim zainteresowana, to zachęcam do skorzystania z aktualnej ceny promocyjnej!
Ściskam ciepło,
Ukolorowana Renata
PS Jeśli chcesz nadrobić poprzednie newslettery, które Ciebie ominęły, znajdziesz je pod tym linkiem.
PS2 Jeśli potrzebujesz mojego wsparcia w jakimś zakresie dotyczącym spójnego budowania swojej szafy, zapraszam na moją stronę z pełną ofertą!